poniedziałek, 22 października 2012

Czarownice w Afryce

7.10.2012r 

Rozpakowałyśmy się już  z Moniką całkowicie, sprzątnełyśmy i urządziłyśmy sobie nasz dom ! Co prawda codziennie śmiejemy się, że to nie dom a mała kapliczka :) wszędzie poprzyklejałyśmy kartki z cytatami, zdjęcia świętych i Maryji, które przyjechały z nami z Polski.  Do tego wszystkiego przywiesiłyśmy jeszcze dwie wielkie flagi, jedna to flaga Polski, a druga Zambii. Uwielbiam wracać do tego domu chociażby na chwilę. Tak nie chcę wam się chwalić, ale mamy pięknie! :)






Z Moniką póki co rozumiemy się bez słów, Ona gotuje, ja zmywam i nikt na nikogo nie czeka. Robimy to co lubimy, uzupełniamy się, ale najważniejsze jest to, że modlitwa jest dla Dyńki tak samo ważna jak dla mnie. Dzień zaczynamy od uczestniczenia w Eucharystii, codziennie o 6.00 wyjeżdżamy z Siostrami na Msze Świętą poprzedzoną Jutrznią. W ciągu dnia mamy  codziennie różaniec o godzinie 17.00 razem z dziewczynkami, po nim gdy wracamy na chwilę do domu staramy się odmawiać Nieszpory. A gdy już jesteśmy w domu późnym wieczorem zawsze kończymy dzień Kompletą, czytamy Ewangelię na dzień następny oraz słowo na każdy dzień Matki Teresy z Kalkuty, która jest bardzo bliska Monice i słowo na każdy dzień Św. Franciszka ponieważ On jest mi bardzo bliski z wiadomych powodów :)



Modlimy się z Moniką zawsze przy świecach, nawet jak jest prąd, a standardowo nie mamy go co drugi dzień. Uwielbiam ten czas pomimo zmęczenia. Ale jak patrzymy na nasze cienie, na ścianach od blasku świecy to śmiejemy się zawsze, że wyglądamy jak Czarownice, gdyby nas ktoś za oknem zobaczył. Jakbyśmy nie wyglądały to wspólne zaczynanie dnia i kończenie go modlitwą daje nam siłę do wspólnej pracy i życia. 
Gdy zasypiam już sama w swoim pokoju, pod swoją moskitierą to codziennie dziękuję Bogu za Monikę, że jest dla mnie wsparciem i rozumiemy się bez słów i że Pan Bóg jest dla Niej tak samo ważny jak dla mnie.
Zastanawiam się tylko czasami zainspirowana spostrzeżeniami mądrych ludzi jak będziemy modlić się wspólnie jak się pokłócimy ?! :p

2 w 1 ! :)


30.09.12

Czy w Afryce wypada jeść sztućcami ?

Dzisiejsza niedziela jest wyjątkowa. Dzisiaj nasze oficjalne powitanie przez Siostry i dziewczynki. To także ostatnia niedziela miesiąca, świętujemy urodziny wszystkich, którzy urodziny mieli w miesiącu wrześniu. Świętuje Siostra Ryszarda, Siostra Ana ,mała Alice i Euphemia. Każda z nich dostaje prezent, my też. Czitenga, moja pierwsza afrykańska czitenga, uśmiecham się i mówię dziękuję. Obiecuję sobie, że będę zakładać ją codziennie do wspólnej modlitwy różańcowej. Dziewczynki od razu nam je założyły, ale zrobiły to tak sprawnie i szybko, że póki co nie zapamiętałam jak to się robi.
Jemy obiad, przy naszym stoliku tyle dziewczynek, że nie ma jak się obrócić. Przybiegły by zobaczyć jak jemy razem z nimi i to co one. Jemy rękoma, one codziennie tak jedzą, dla nich to normalne. Śmieją się z nas bo nam to tak dobrze jak im nie wychodzi. My z Moniką całe dłonie mamy w shimie. One natomiast czyste, sprytnie robią kulki z shimy oblepiając ją w jajku i sosie. Patrzymy się z Moniką na siebie i też śmiejemy się z samych siebie, wyglądamy strasznie. Potem patrzę na dziewczynki i widzę jak bardzo są szczęśliwe, że mogą z nami jeść i uczyć nas jeść tak jak one i jakie są przy tym szczęśliwe. Wychodzimy z Moniką z jadalni, nie mówimy nic, ale obie już wiemy, że zawsze w niedzielne wspólne posiłki będziemy jadły rękoma tak jak one ! Zobaczymy może z czasem nabiezemy w tym „ogłady”:)


3.10.2012

Moja Misja to jedno wielkie malowanie paznokci !

Ci, którzy mnie znają zastanawiają się jak sobie poradziłam z moim nałogiem, jakim w Polsce było malowanie paznokci ?! I czy na Misji w ogóle można malować paznokcie?! Otóż odpowiem wam, że można, ale po co ?! Jestem już tutaj ponad dwa tygodnie i nawet o tym nie pomyślałam ! Mało tego w ogóle nie zabrałam lakieru do paznokci ani innych kosmetyków do malowania. Szkoda mi by było na to czasu a i tak nie mam go za wiele. Ale przede wszystkim nie odczuwam takiej potrzeby.
Z Dyńką zaczynamy dzień bardzo wcześnie bo o 5.20 więc komu o tej porze chciałoby się malować ?! A paznokcie tym bardziej. A spać idziemy w najlepszym wypadku o 23.00 i po całodniowym upale nawet nie chcęwiedzieć jakbyśmy wyglądały pomalowane! Dla dzieci, dla Sióstr a przede wszystkim dla Pana Boga nie ma to znaczenia, najważniejsze jest serce. Codziennie o tym się przekonuję ! :)

sobota, 13 października 2012

Ciasteczka Mamy Carol

27.09.2012

"... Serca Przepełnione Miłością Nigdy Daleko Od Siebie Nie Odejdą ..." 

http://uslyszecafryke.org/strona,106,UGANDA---Ekirooto 

Znałam mamę Carol tylko z opowieści wolontariuszy, którzy byli w Lusace. Wiem, że to dobra, świecka kobieta, że nocą wyjeżdża do miasta i szuka bezdomnych chłopców/chłopców ulicy, aby zabrać ich do siebie, do swojego domu i aby mieli w nim swój dom. Zaprosiła nas do domu swojego i swoich dzieci.




 Czeka na nas, po Mszy Świętej, drobniutka, uśmiechnięta blondynka w okularach. Wchodzimy na jej placówkę, oprowadza nas po niej, pokazuje nam jak mieszkają, ona, jej chłopcy i kilka dziewczynek. Prawdziwa rodzina, cudowny widok. Mówi "W niedzielę zawsze mamy gości, zawsze pieczemy ciasteczka"  i każdemu rozdaje po kawałku i po kubku herbaty. Ciastko pyszne, herbata słodzona(ja nie słodzę) ale ta mi smakuje jak nigdy ! Z serca ofiarowana myślę. Nagle do pokoju wbiegają dwa psy ,malutkie kundelki. Uśmiecham się do mamy Carol i pytam czy to też jej zwierzaki, a ona na to, że tak. Mówię do niej ja też uwielbiam zwierzęta, mam w domu i psa i kota, w Polsce a ona uśmiecha się jeszcze bardziej i mówi:Chodź pokażę Ci coś jeszcze. Idziemy, ona otwiera jakieś drzwi, zza których wybiega kot, zapala światło i pokazuje mi małe kocięta, sztuk osiem !

Patrzę na nią i myślę, co za kobieta, jedno serce a tak wiele miłości. Patrzę na nią a ona mówi : ”Jak są to są, miejsce mamy”. Wychodząc patrzę na nią jeszcze, na dzieci i dziękuję Bogu za nią, za jej serce. Patrzę na Monikę widzę, że też jest wzruszona. Idziemy do domu, Monika bierze mnie za rękę i mówi: „Musimy tu przychodzić częściej, może po każdej Mszy Świętej?!” byłoby pięknie odpowiadam, biorąc ją za rękę .




Time to eat

23.09.2012


Moja pierwsza niedziela w Afryce. Idziemy na Mszę Świętą, na 7.30. To jakieś piętnaście minut drogi. Nie znamy drogi i gdzie jest Kościół, ale mamy drogowskazy-nasze dziewczynki. Idziemy za nimi, niektóre mijamy, nie wszystkie znam jeszcze, ale uśmiechamy się z Moniką i pytamy: How are you? Zawsze odpowiadają: I’m ok, and you? Zastanawiam się czy Afrykańczycy w ogóle narzekają ? Doszłyśmy do Kościoła, wchodzimy, rozglądamy się a po lewej stronie ołtarza obraz Chrystusa z polskim napisem ”Jezu Ufam Tobie” uśmiecham się do siebie i myślę, ale cudownie! Siadamy z Moniką w ławce zaraz obok pojawiły się nasze najmłodsze dziewczynki: Victoria, Anastazja i Alice. Obok mnie siedzi Anastazja, mały aniołek z rzęsami tak długimi, że zastanawiam się czasem jak ona otwiera oczy w ogóle. Trzyma mnie za rękę całą Mszę. Gdy spoglądam na nią widzę i czuję jak sprawdza moją drugą dłoń, czy jest taka sama jak pierwsza. Liczy pieprzyki może ? Chwilę potem zobaczyła żyłę na jednej dłoni, bardzo widoczną. Bierze drugą dłoń i ogląda z każdej strony, szuka żyły, nie znalazła. Dotyka mnie kawałek po kawałku jakby sprawdzała czy ja w ogóle jestem prawdziwa. Uśmiecham się do niej żeby uwierzyła, że jestem prawdziwa, ściskam jej dłoń mocniej żeby poczuła, że jestem prawdziwa. Patrzę na nią chwilę, ale nagle słyszę małą Alice jak coś krzyczy, słucham co ma takiego do powiedzenia. Słyszę:” Time to eat”, patrzę na uśmiechniętą Monikę, wstajemy i idziemy do Komunii Świętej.


 

czwartek, 11 października 2012

Karaluchy pod poduchy


20.09.2012

To już drugi dzień pobytu w City of Hope, rozglądamy się po placówce jak funkcjonuje, poznajemy dziewczynki. One są ciekawe nas, my ich. Cały czas próbujemy się rozpakować i posegregować rzeczy i nasze i te, które zostawiły nam Kasia i Asia a jest tego mnóstwo! Dziewczyny zostawiły nam naprawdę wiele materiałów do pracy z dziewczynkami a także lekarstw, kosmetyków.


Na terenie naszej Misji jest także szkoła, do której chodzą dzieci z okolicy. Na przerwach słychać ich z daleka i staramy się chodzić do nich choć na chwilę! Cudowny to czas, dzieci obok nas pojawiają się sama nie wiem skąd?! :) Bawimy się z nimi w onsemadonse, w łapki, do tego potrzeba tylko rąk a zabawa jest przy tym doskonała. Nie przeszkadza piach i słońce, które codziennie grzeje tak samo. Uwielbiam ten czas i te dzieci. Są tacy eleganccy! J W mundurkach szkolnych albo w garniturach i krawatach.


Tak póki co spędzamy dnie, nocą natomiast jest trochę gorzej. Zawsze idąc do łazienki zastanawiam się jakie stworzenie spotkam dzisiaj. Pająka wielkiego i włochatego czy karalucha wielkości prawie mojej dłoni, to częsty widok w łazience. Jaszczurek mamy chyba cztery albo pięć wolno biegających po całym domu. Są takie szybkie, że nie mogę się doliczyć! Ich się nie boję przecież w Polsce mam też cztery, ale moje nie są takie szybkie i śpią w terrarium Na szczęście gdy chowam się za moskitierą to już czuję się bezpieczniejsza przecież nie ani pająki, ani karaluchy ani jaszczurki zębów nie mają?! Zasypiam z taką nadzieją, ale dla pewności twarz chowam pod poduszkę.




Wielbłądy w samolocie!

 18.09.2012

Jestem na lotnisku, w środku nocy. Stoję z Moniką, jej przyjaciółmi, z moimi przyjaciółmi: Iwoną, Darkiem, z mamą i bratową Kasią. Patrzę na nich i sama jeszcze w to nie wierzę, że to już mój czas, że naprawdę lecę do Zambii, na moją Misję. Myślę to tylko rok, a zaraz potem to aż rok ! Serce mam rozbite na tysiące kawałków, trochę w Polsce, trochę w świecie. Myślę zleci to tylko rok, ale nie wiem czy sama w to wierzę ?!





Patrzę na moich towarzyszy podróży: Monikę, Anię i Tomka, patrzę na ich torby podręczne i swoją, na nasze aparaty, torby na laptopa i śmiać mi się chce, moja już pęka! Nawet nie jesteście w stanie wyobrazić sobie ile rzeczy może zmieścić torba na laptopa oprócz laptopaJ Ksiądz Maciej podchodzi i mówi „Wiola już czas, musicie iść”. Żegnam swoich bliskich, Kasia płacze, mówię „nie płacz, wszystko będzie dobrze, kocham Cię, pamiętaj o tym!” Ona uśmiecha się przez łzy, mówi „wiem”.






Odwracam się i idę, zaczynam płakać, oni już nie widzą. Idę i zastanawiam się jak mi się udało spakować swoje dotychczasowe życie w dwie walizki po 23 kg każda, gdzie w jednej mam jeszcze rzeczy dla dziewczynek, na placówkę ? A potem uśmiecham się i myślę przecież pakowała mnie KasiaJ Idziemy już we czworo, do bramki numer 32, patrzę na nas wszystkich i widzę tylko z każdej strony garby, laptopy, aparaty i bagaż podręczny! Idziemy ledwo, ciężkie to wszystko. Wyglądamy jak wielbłądy z wielkimi garbami, ale przecież lecimy do Afryki, gdzieś tam muszą być wielbłądy.
Siadam obok Dyńki, zamykam oczy i zastanawiam się jaki będzie ten rok ? I czy moje życie się zmieni ? Co by nie było, lecę bo ufam, że Pan Bóg tak chciał. I że będzie ze mną.
Doleciałyśmy na 23.00 nocą 18 września, czekamy na bagaże z niepewnością czy dolecą wszystkie i co będzie jak nie dolecą? Ale okazuje się, że są wszystkie, co za radość! Przy wyjściu czeka na nas Siostra Salezjanka widać od razu, uśmiechnięta. Ona po naszych „garbach” pewnie poznaje nas też od razu. Na imię ma Ana. Pyta o lot, ciągle się uśmiecha. Gdy dotarłyśmy pod dom pożegnałyśmy ją i podziękowałyśmy za wszystko. Wtedy ona popatrzyła na nas i powiedziała: „Będziecie tęsknić za Polską, za bliskimi, ale tutaj znajdziecie szczęście, tu jest wasz nowy dom, wyśpijcie się dobrze”. Uśmiechnęła się, wsiadła do swojego jeepa i odjechała.
Wchodzimy do naszego nowego domu, Monika mówi „Wiolu jesteśmy w Afryce, na naszej Misji w City of Hope jestem bardzo szczęśliwa”. Przytulam ją i mówię „Ja też”.
Z powodu małych problemów technicznych nie miałam możliwości dodawania wpisów z Mojej Misji wcześniej, ale teraz w przeciągu paru najbliższych dni mam zamiar to naprawić :) dodając moje zapiski z ostatnich 3 tygodni :)